avatar

Info

Remigiusz Królak.
Gorzów Wielkopolski.
Przejechane 11488.58 km.
Średnia 23.28 km/h.
Więcej o mnie.
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Kategorie:
Statystyki:
Odl: 32.00 km; Czas: 01:12 h
Śr: 26.67 km/h; Temp:16.0;
HR avg:- (-%); Kal:- kcal

po okolicy

Poniedziałek, 7 maja 2012 | Komentarze 0


Ze Sławkiem jakoś tak na Lipy, w tył zwrot i od razu powrót.
Kategoria: Nie przypisana.


Statystyki:
Odl: 120.00 km; Czas: 04:56 h
Śr: 24.32 km/h; Temp:18.0;
HR avg:137 ( 64%); Kal: 5014 kcal

Pałacyk w Glisno

Sobota, 5 maja 2012 | Komentarze 3


Cel wycieczki: Pałacyk w Glisno.
Żeby nie było nudno to wytyczyłem okrężną trasę przez Skwierzynę i Międzyrzecz. Nie wziąłem tylko pod uwagę, iż majówka się kończy i ruch na głównej drodze będzie spory. No i w sumie był spory, ale w sumie wszyscy jechali przez to tak jak by wolniej. Na tyle wolniej, że dojeżdżając do Międzyrzecza doganialiśmy samochody, które nas parę kilometrów wcześniej wyprzedzały :)
W okolicach Jeziora Głębokiego zaczyna się ścieżka rowerowa wiodąca aż do Międzyrzecza. W tym miejscu, po grubo ponad 40km jazdy, mieliśmy średnią 28.3 km/h. Wiaterek w plecy i poganiające samochody zrobiły swoje.
Jadąc sobie spokojnie ścieżką rowerową, na wjeździe do Międzyrzecza, natknęliśmy się dość niespodziewanie na cmentarz żołnierzy radzieckich. Większość to mogiły zbiorowe.

Cmentarz Żołnierzy Radzieckich - Międzyrzecz © donremigio


Cmentarz Żołnierzy Radzieckich - Międzyrzecz © donremigio


Cmentarz Żołnierzy Radzieckich - Międzyrzecz © donremigio


Troszkę już w nogach mieliśmy, przed sobą jeszcze sporo kręcenia korbą, tak więc w Międzyrzeczu przycupnęliśmy sobie na chwilę na pierwszej lepszej napotkanej ławeczce.

Międzyrzecz - czas na przerwę i podrapanie się po stopie © donremigio


Międzyrzecz - Pomnik ufundowany z okazji 20-lecia powrotu Międzyrzecza do ziem polskich © donremigio


Po wyżłopaniu napojów i pochłonięciu czekolad ruszyliśmy pokręcić się turystycznie po mieście. Najciekawszym elementem architektonicznym jest niewątpliwie zamek.
Średniowieczna twierdza obronna otoczona jest fosą i wzniesiona została w 1350 roku przez Kazimierza Wielkiego. Zameczek trochę przeszedł. W 1474 został zajęty przez Macieja Korwina. W 1520 zdewastowany przez najemne wojska krzyżackie, a w latach 1520-1574 odbudowany. W latach 1655-1718 zniszczony przez wojska niemieckie, rosyjskie i szwedzkie. Przebudowany w XVI wieku i ponownie zburzony podczas wojen szwedzkich w XVII wieku. Lekko ta twierdza to nie miała.

Zamek w Międzyrzeczu © donremigio


Gdzieś w okolicy zamku odbywała się jakaś gra czy też zabawa na świeżym powietrzu © donremigio


Zamek w Międzyrzeczu © donremigio


Pierwsi Męczennicy Polscy © donremigio


Czas już nas gonił, tak więc pojechaliśmy dalej do Glisna. Wg mapy dotrzeć tam można było przez Nową Wieś. Szkoda tylko, że od Nowej Wsi, aż do Glisna wiedzie bruk, momentami tragiczny. Prawdę mówiąc lepiej było jechać przez Wędrzyn, ale już wracać nam się nie chciało, tak więc dzwoniąc zębami pojechaliśmy tym nieszczęsnym brukiem.

Pałacyk w Nowej Wsi © donremigio


A potem 9 km brukiem. © donremigio


Pałac w Glisnie to cud, miód i malina. Zbudowany w XVIII wieku, świetnie zachowany i oryginalny. W pobliżu pałacu są ruiny mauzoleum rodu von der Marwitz, a także mauzoleum rodu von Wartenberg oraz romantyczne ruiny mostu. Akurat tych dwóch ostatnich nie znaleźliśmy, ale pewnie jeszcze tam zaglądniemy i poszukamy, bo obiekt jest naprawdę ciekawy.

Więcej o pałacu TUTAJ

Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Pałacyk w Glisno - Ruiny © donremigio


Pałacyk w Glisno © donremigio


Kościół w Glisno © donremigio


Jeśli ktoś planuje jakiś urlop w pobliskim ośrodku wypoczynkowym w Lubniewicach, to polecam podjechać i zwiedzić Glisno, bo to na prawdę malownicza wioska.



Statystyki:
Odl: 35.00 km; Czas: 01:21 h
Śr: 25.93 km/h; Temp:18.0;
HR avg:- (-%); Kal:- kcal

w okolice jeziorka

Czwartek, 3 maja 2012 | Komentarze 0


Ze Sławkiem w na jezioro w Łośnie. Z powrotem pościągaliśmy się ze starszym panem na kolarce. W nogach miał z 60km ale nawet dawał radę.
Kategoria: Nie przypisana.


Statystyki:
Odl: 31.00 km; Czas: 01:11 h
Śr: 26.20 km/h; Temp:20.0;
HR avg:- (-%); Kal:- kcal

krótko i zwięźle

Środa, 2 maja 2012 | Komentarze 0


Lipy, Łośno i takie tam
Kategoria: Nie przypisana.


Statystyki:
Odl: 121.50 km; Czas: 04:50 h
Śr: 25.14 km/h; Temp:26.0;
HR avg:140 ( 66%); Kal: 5080 kcal

Na Ośno Lubuskie - skwar, burza i gradobicie

Wtorek, 1 maja 2012 | Komentarze 2


Wstając dzisiaj nawet nie myślałem o wycieczce rowerowej. Prognoza pogody coś nieśmiało wspominała o burzy. Pytam się Sławka czy by się gdzieś może czasem nie przejechał. Nie ma czasu. Hmm .. rzut oka na mapę. Może jakąś seteczkę zrobię sobie sam? Parę minut z MapSourcem i zdecydowałem się na Ośno Lubuskie. Jakaś skrzynka geocache tam jest, słoneczko świeci, dystans taki w sam raz (wychodziło wg mapy jakieś 110 km). No to jadę.
Najpierw na Nowiny Wielkie Królewskim Szlakiem Rowerowym. Gdzieś w okolicach Bogdańca patrzę, a tu jakaś ekipa z krzyżem idzie. Całą szerokością ścieżki rowerowej i chodnika. Idą w moim kierunku, czyli widzą mnie, zwolniłem więc znacznie, ustawiłem się po prawej stronie ścieżki rowerowej i toczę się czekając aż zrobią mi miejsce. Ale gdzie tam. Babsztyl dzierżący krzyż, patrząc na mnie z zaciętą miną, lezie ani myśląc by zrobić mi choć trochę miejsca. Zacząłem więc drzeć się "Przepraszam, przepraszam" i jakoś przecisnąłem się 20 cm trawnikiem dzielącym ścieżkę od ruchliwej drogi. Lekko mnie krew zalała. Na dodatek jakiś moher rzucił, że mógłbym zejść z roweru. Nosz co za bydło. Święte krowy się znalazły. To ja jadąc ścieżką rowerową będę stawał i przepuszczał te kilkanaście osób co nie potrafi zrobić pół metra wolnego? Może mam zatrzymać się i klęknąć na poboczu?
Ale w sumie darowałem sobie komentarz, bo nie miałem zamiaru psuć sobie dnia kłótnią z toczącymi pianę babciami. Jeszcze zaczęły by mnie ganiać po okolicznych lasach i poobijany bym wrócił do domu. Zacisnąłem więc zęby i pojechałem dalej.

W Świerkocinie natknąłem się na gigantyczny korek, który okazał się kolejką do Zoo Safari. To była chyba z 1.5 km kolejka. Nie wiem, nigdy nie byłem w tym Zoo, ciekawe czy warte jest by tyle czasu siedzieć w gorącym nagrzanym samochodzie.

Potem, aż do Ośna Lubuskiego jechałem sobie spokojnie z wiejącym w plecki delikatnym wiaterkiem. W samym Ośnie średnią miałem 26.5 km/h czyli całkiem niezły wynik.
Szkoda tylko, że zapomniałem w domu przeczytać opis gdzie jest ukryta skrzynka geocache. Dojechałem do miejsca ukrycia, patrzę na basztę i zacząłem zastanawiać się na co ja w ogóle paczam. Baszta ładna, mur miejski zacny, ale przecież nie będę przerzucał wszystkich kamieni w poszukiwaniu skrzynki.

Do Ośna zostało jakieś 10km © donremigio


Baszta Wielka Chyżańska © donremigio


Baszta Wielka Chyżańska © donremigio


Ośno Lubuskie - mury obronne © donremigio


Ośno Lubuskie - Armata © donremigio


Ośno lubuskie - Kościół © donremigio


No nic ... opis (dość skąpy) baszty przeczytałem, pobiegałem po okolicy i popstrykałem nieco fotek (widok armaty skierowanej na Berlin bezcenny) i nagle niebo mi nad głową zawarczało. Oho ... się będzie działo. Obiecana przez pogodynka.pl burza. A ja grubo ponad 2 godziny jazdy od domu.

Na horyzoncie pojawiły się ciemne chmury © donremigio


No nic ... hyc na rowerek i jadę ku Sulęcinowi. W sumie jadąc trasą którą przyjechałem byłoby szybciej, ale jakoś nie chciało mi się telepać tą samą drogą. Tak więc ... na Sulęcin ... z czarnymi chmurami za plecami i wiatrem wiejącym bardziej w twarz niż plecy. Do tego, jako że w Ośnie raczej nie posiedziałem sobie, odcięło mi prąd. No i zaczęły się górki i góreczki. No i woda zaczęła mi się kończyć, a sklepy raczej pozamykane. Psia krew.

Wtem ... cud. Jakaś pani, z jak mniemam mężem, zjeżdżała właśnie ze sporej górki pod którą własnie podjeżdżałem męcząc się okrutnie, i wypadła jej z koszyka butelka połerade. Mężuś chciał się zatrzymać, ale ona tylko krzyknęła by zostawił tą butelkę bo nie warto się zatrzymywać. Nie warto ? Nie warto ?!?! Cudowny napój o kolorze denaturatu. Wypiłem do ostatniej kropelki wyciskając butelkę.

Pokrzepiony napojem ruszyłem na Sulęcin. W Sulęcinie posiedziałem kilkanaście minut by zregenerować siły. Spojrzałem na GPS. Pokazywał mi najkrótszą trasę przez Nowiny Wielkie. No chyba go pogięło. Ignorując jego wskazania skręciłem na Wędrzyn w okolicach którego jest stara poradziecka baza atomowa. A raczej jej resztki. Byliśmy tam ze Sławkiem w zeszłym roku i już ją rozbierali. Bunkry pewnie już są tam zasypane.
W Wędrzynie na podjeździe zauważyłem jeszcze jeden bunkier. Atomówek raczej tam nie trzymali :)

Bunkier - okolice Wędrzyna © donremigio


Po minięciu Lubniewic zatrzymałem się jeszcze na chwilę na parkingu leśnym, ale coraz głośniejsze grzmoty zmusiły mnie do dalszej jazdy. Obejrzałem się ... Jezu Chryste. Przyspieszyłem. Dość sporu kawałek był teraz z lekkiej górki tak więc z 10 km zasuwałem z 30-35 km/h. Padać zaczęło gdy rozpędzony wjechałem na nowy most. Najpierw to był lekki prysznic. W sumie byłem zgrzany 115 km jazdą i był on nawet przyjemny. Po minucie nie było mi już przyjemnie. Lało ... lało jak z cebra ... ściągnąłem okulary bo już nic przez nie nie widziałem. Czułem się jakby mi ktoś lał na głowę wiadra wody. Na Posejdona ... to było przegięcie.

Po chwili do radosnego repertuaru doszedł grad. Zacząłem obłąkańczo się śmiać. Stojąc na czerwonym świetle poczułem na sobie przerażone spojrzenia kierowców. Koleś z rowerem stojący w strugach deszczu, zdzielany po twarzy gradem, z szalonym uśmiechem na twarzy oświetlanym co chwila błyskawicami, musiał przerażać.
Ktoś, w stojącym obok bloku, otworzył na parterze okno i zawołał żebym schował się w klatce. Powoli obróciłem głowę do niego i uśmiechnąłem się szerzej. Okno zostało szybko zamknięte.
Na przejściu zmieniło się światło i ruszyłem dalej. Pod górkę z wodą spływającą z bocznych uliczek i tworzącą na ulicy rzekę. Tak ... rzekę. Cześć samochodów zatrzymała się na chodnikach by przeczekać ten potop. Przejeżdżając przez niektóre skrzyżowania wylewająca się woda niemal przewracała mnie i zalewała koła prawie do piast.
Niedawno składałem te koła. Piasty są nowe i w ich opisie było podane, że są 400% bardziej szczelne niż inne wiodące na rynku piasty. Mam nadzieję, bo to był deszcz o wilgotności 400%.
Wreszcie dotarłem do klatki schodowej swojego mieszkania. Idąc schodami, niosąc rower na plecach, z wodą która lecąc ze mnie tworzyła malownicze kaskady na stopniach, spotkałem sąsiada. Spytał się mnie "Co zmokłeś?". Stanąłem i uśmiechnąłem się. Sąsiad szybko sobie poszedł. Chyba się przestraszył.



Archiwum: