Wpisy archiwalne w kategorii
Fotorelacja
Dystans całkowity: | 9060.79 km (w terenie 802.00 km; 8.85%) |
Czas w ruchu: | 400:18 |
Średnia prędkość: | 22.46 km/h |
Maksymalna prędkość: | 46.00 km/h |
Maks. tętno maksymalne: | 156 (83 %) |
Maks. tętno średnie: | 154 (74 %) |
Suma kalorii: | 134204 kcal |
Liczba aktywności: | 108 |
Średnio na aktywność: | 83.90 km i 3h 44m |
Więcej statystyk |
Statystyki:
Odległość: 52.50 km;
Czas: 02:01 h
Średnia: 26.03 km/h;
Temperatura:14.0;
Czas: 02:01 h
Średnia: 26.03 km/h;
Temperatura:14.0;
pedałowanie jest fajne
Środa, 15 września 2010 | Komentarze 1
Tak se sobie bez sensacji deptałem na Danków słuchając empetrójki w uchu. Nie ma to jak 80's collections :)
Grzybiarzy od cholery i jeszcze trochę.

Grzybiarzy od cholery i jeszcze trochę.

Gdzieś w lesie, wśród drzew© donremigio
Kategoria Fotorelacja
Statystyki:
Odległość: 39.50 km;
Czas: 01:20 h
Średnia: 29.62 km/h;
Temperatura:19.0;
Czas: 01:20 h
Średnia: 29.62 km/h;
Temperatura:19.0;
goniąc szosowca
Sobota, 11 września 2010 | Komentarze 4
Miało być spokojnie. Chciałem zajechać do lasu, zobaczyć jak tam grzybki się mają itp. No ale tuż przed Kłodawą wyprzedził mnie jakiś koleś. Spojrzałem na niego. Luźne gatki, a nie seksowne, profesjonalne i obcisłe, bez spd na zwykłych platformach. Nie będzie mi tutaj amator pluł w twarz. Nie po to mam profesjonalne gatki z pampersem i magiczne spd bym był wyprzedzany przez amatora w dresie ;)
Siadłem mu więc na kole sprawdzając ile wytrzyma. Łypnął tylko okiem i przyspieszył. Ja za nim, spokojnie niczym Kubica, pokazując mu się to w lewym, to w prawym lusterku. Koleś zaczął robić się nerwowy i niemal potrącił pieszego na ścieżce pieszo-rowerowej. Po chwili zwolnił i zjechał w boczną ścieżkę.
Jako, że już byłem rozpędzony, szkoda było zwalniać i pojechałem dość mocnym tempem dalej.
Gdy skręciłem na Łośno na horyzoncie, jakiś kilometr z przodu, dojrzałem koszulkę rowerową. Jako, że cyklista przede mną to jak płachta na byka, depnąłem jeszcze mocniej. Kręcę i kręcę korbą koszulka nie bardzo się zbliża. Chyba szosowiec. Pogoń trwała z pół godziny. Wreszcie dopadłem go, sapiąc, dysząc i krwawiąc z każdego możliwego otworu w ciele. Siadłem mu na kole i miałem nadzieję odpocząć co nieco. A on widząc mnie przyspieszył.
No niech go cholera trzaśnie. Ale nie po to go goniłem by teraz odpuścić. Po kilkunastu minutach pokazuje mi bym go zmienił. Ja ledwo żywy, brocząc krwią ledwo trzymam się jego koła, a ten chce żebym go zmienił. Zobaczył, że nie bardzo kwapię się do zmiany, więc wkurzył się lekko i przyspieszył pod górkę do 40km/h. Najpierw plamki zobaczyłem, potem przed oczyma przeleciało całe moje krótkie życie, ale nie puściłem koła. Niestety ta góreczka mnie dobiła. Musiałem uznać wyższość barlineckiego cyklisty. Skręciłem w las by nieco odsapnąć. Po niecałych 20 km średnią miałem prawie 30km/h. Przy moich 120kg to niezły wynik.
Wracając chciałem utrzymać tą średnią i nawet mi się udało. Wiatru dzisiaj za dużego nie było więc dało się jechać dość szybko. Na 40 km trasie to chyba moja najlepsza średnia. Dobrze mieć uciekającą, mobilizującą koszulkę na horyzoncie :)


Siadłem mu więc na kole sprawdzając ile wytrzyma. Łypnął tylko okiem i przyspieszył. Ja za nim, spokojnie niczym Kubica, pokazując mu się to w lewym, to w prawym lusterku. Koleś zaczął robić się nerwowy i niemal potrącił pieszego na ścieżce pieszo-rowerowej. Po chwili zwolnił i zjechał w boczną ścieżkę.
Jako, że już byłem rozpędzony, szkoda było zwalniać i pojechałem dość mocnym tempem dalej.
Gdy skręciłem na Łośno na horyzoncie, jakiś kilometr z przodu, dojrzałem koszulkę rowerową. Jako, że cyklista przede mną to jak płachta na byka, depnąłem jeszcze mocniej. Kręcę i kręcę korbą koszulka nie bardzo się zbliża. Chyba szosowiec. Pogoń trwała z pół godziny. Wreszcie dopadłem go, sapiąc, dysząc i krwawiąc z każdego możliwego otworu w ciele. Siadłem mu na kole i miałem nadzieję odpocząć co nieco. A on widząc mnie przyspieszył.
No niech go cholera trzaśnie. Ale nie po to go goniłem by teraz odpuścić. Po kilkunastu minutach pokazuje mi bym go zmienił. Ja ledwo żywy, brocząc krwią ledwo trzymam się jego koła, a ten chce żebym go zmienił. Zobaczył, że nie bardzo kwapię się do zmiany, więc wkurzył się lekko i przyspieszył pod górkę do 40km/h. Najpierw plamki zobaczyłem, potem przed oczyma przeleciało całe moje krótkie życie, ale nie puściłem koła. Niestety ta góreczka mnie dobiła. Musiałem uznać wyższość barlineckiego cyklisty. Skręciłem w las by nieco odsapnąć. Po niecałych 20 km średnią miałem prawie 30km/h. Przy moich 120kg to niezły wynik.
Wracając chciałem utrzymać tą średnią i nawet mi się udało. Wiatru dzisiaj za dużego nie było więc dało się jechać dość szybko. Na 40 km trasie to chyba moja najlepsza średnia. Dobrze mieć uciekającą, mobilizującą koszulkę na horyzoncie :)

Kellysek odpoczywa w cieniu słońca.© donremigio

Jezioro Lubieszewko - Moczydło© donremigio
Kategoria Wokół Gorzowa, Fotorelacja
Statystyki:
Odległość: 64.00 km;
Czas: 02:45 h
Średnia: 23.27 km/h;
Temperatura:16.0;
Czas: 02:45 h
Średnia: 23.27 km/h;
Temperatura:16.0;
spalając tłuszcz
Środa, 8 września 2010 | Komentarze 4
Tak sobie pojeździłem po lesie spalając skonsumowane wcześniej kalorie. Żeby nie było tak pusto wrzucam fotkę lasu. Niedługo, gdy będziemy jadąc na rowerze szczękać zębami z zimna, miło będzie popatrzeć jak wyglądał las, który można przejechać nie zapadając się po ośki w śniegu.


Gdzieś w lesie© donremigio
Kategoria Fotorelacja
Statystyki:
Odległość: 20.21 km;
Czas: 00:56 h
Średnia: 21.65 km/h;
Temperatura:15.0;
Czas: 00:56 h
Średnia: 21.65 km/h;
Temperatura:15.0;
znowu w poszukiwaniu runa leśnego
Sobota, 4 września 2010 | Komentarze 2
Dzisiaj znowu miało być nieco więcej kilometrów, ale jakoś tak patrzyłem i patrzyłem na mijany las i nagle ... odezwała się we mnie dusza grzybiarza.
Mym łupem padło kilka prawdziwków i co nieco podgrzybków.
Jako, że taszczyłem ze sobą aparat strzeliłem fotki różnorakim okolicznościom przyrody.


Mym łupem padło kilka prawdziwków i co nieco podgrzybków.
Jako, że taszczyłem ze sobą aparat strzeliłem fotki różnorakim okolicznościom przyrody.

Jakiś roślin czerwony© donremigio

Drzewa w lesie - okolice Kłodawy© donremigio
Kategoria Fotorelacja
Statystyki:
Odległość: 25.60 km;
Czas: 01:10 h
Średnia: 21.94 km/h;
Temperatura:15.0;
Czas: 01:10 h
Średnia: 21.94 km/h;
Temperatura:15.0;
polując na grzybnię
Czwartek, 2 września 2010 | Komentarze 0
Dzisiaj pokręciłem się po lesie w poszukiwaniu runa leśnego. Trochę uzbierałem, ale nie za wiele. Za to pocięły mnie nieco komary. Psia krew ile tego tam latało. Nie oszprejowałem się ofem i teraz całe nogi mam w bąblach.
A stąd wylatywały całe eskadry morderczych kąsaczy.

A stąd wylatywały całe eskadry morderczych kąsaczy.

Bagienko w okolicach Kłodawy© donremigio
Kategoria Fotorelacja
Statystyki:
Odległość: 90.50 km;
Czas: 04:00 h
Średnia: 22.62 km/h;
Temperatura:16.0;
Czas: 04:00 h
Średnia: 22.62 km/h;
Temperatura:16.0;
Danków - założenie geocache
Wtorek, 31 sierpnia 2010 | Komentarze 1
Moja dzisiejsza wycieczka miała jeden cel. Ukryć w Dankowie skrzynkę geocache. jako miejsce na cache wybrałem mauzoleum rodziny von Brand.

Mauzoleum rodziny von Brand© donremigio
Miejsce ma swój klimat i wydaje mi się że idealnie nadaje się na geocache. Do skrzynki władowałem kilka "suwenirów", wydrukowałem logbooka i owinąłem wszystko workiem foliowym co by tak łatwo nie zamokło.

Skrzynka geocache ukryta przy mauzoleum von Brand w Dankowie© donremigio
Jak uporałem się z geocachem pojechałem dalej w las w poszukiwaniu starego cmentarza. Wydawało mi się, że będzie właśnie gdzieś w pobliżu mauzoleum. Po przejechaniu kilkunastu metrów zamiast cmentarza znalazłem ... leśny parking z miejscami na ogniska.

Danków - miejsce na ognisko© donremigio
No cóż, cmentarza nie ma ale i tak jest zajebiście.
W okolicach parkingu znalazłem element, chyba neogotyckiej, architektury sanitarnej.

Architektura Sanitarna© donremigio
Wokół jeziora przy którym mieścił się parking wiodła ścieżka która doprowadziła mnie do, tym razem na pewno neogotyckiego, sakralnego elementu architektury.

Neogotycki kościół w Dankowie© donremigio
Tuż obok kościółka zauważyłem ścieżkę prowadzącą na szczyt niewielkiego wzniesienia.

Ścieżka prowadząca do miejsca archeologicznych badań© donremigio
Podobne wzniesienie, do którego prowadziły drewniane schody, natknąłem się już jakiś czas temu przy wylocie z Dankowa. Długo wtedy głowiłem się po co ktoś wybudował schody na szczyt polanki na której, poza kilkoma drzewami, nic nie ma.
Zagadka została rozwiązana. Na wzniesieniu koło kościółka znalazłem tablicę informacyjną.

Danków - Informacja o gródku strażniczym© donremigio
Na obu wzniesieniach były prowadzone badania archeologiczne. Kiedyś stały na nich wieże strażnicze i archeolodzy, pewnie pokroju Indiany Jonesa, biegali po tych pagórkach w poszukiwaniu skarbów z swoimi małymi biczami, łopatkami, pędzelkami i innymi atrybutami prawdziwego archeologa.
Jadąc dalej natknąłem się na resztki zespołu folwarcznego. Warto wspomnieć, że kiedyś w Dankowie, a raczej Tankowie bo wtedy leżał na terenie Niemiec, był cały majątek rodziny von Brand, w tym również pałac. Został on jednak zniszczony przez Rosjan podczas drugiej wojny światowej. Z całego majątku ostała się jedynie stajnia, oranżeria i mauzoleum.

Zespół folwarczny - Danków© donremigio

Zespół folwarczny - Danków© donremigio

Zespół folwarczny - Danków© donremigio
W Dankowie był chyba też organizowany jakiś pokaz archeologii. Nie wiem na czym on polegał. Może strzelali pejczami, uciekali przed spadającymi głazami i wskakiwali w biegu na koń. Przynajmniej ja sobie tak wyobrażam archeologię, ale chyba w młodości za dużo filmów oglądałem.

Danków - pokaz archeologii© donremigio
A to jest pozostałość po wałach i fosie.

Danków - miejskie obwarowania - pozostałości wałów i fosy© donremigio
To natomiast są, jak mniemam, resztki muru okalającego pałac.

Danków - pozostałości muru© donremigio
Jako, że chmury na niebie nie zapowiadały jakiś strasznych opadów, postanowiłem wrócić do Gorzowa okrężną drogą. Podeptałem więc dziarsko na Strzelce Krajeńskie, gdzie przystanąłem sobie na chwilę w parku.

Strzelce Krajeńskie - Bohaterom Armii Czerwonej© donremigio
W Strzelcach zastanawiałem się czy nie wbić się na krajówkę, ale widok tirów mnie zniechęcił. Pojechałem więc na Zwierzyn, a potem przez rezerwat Buków na Santok i Gorzów.

Rezerwat Buki Zdroiskie© donremigio
Link do opisu ukrytej przeze mnie skrzynki można znaleźć TUTAJ. Skrzynka musi jeszcze zostać zaakceptowana i będzie gotowa do szukania.
.
Kategoria Fotorelacja, Geocaching, Wokół Gorzowa
Statystyki:
Odległość: 62.50 km;
Czas: 02:18 h
Średnia: 27.17 km/h;
Temperatura:25.0;
Czas: 02:18 h
Średnia: 27.17 km/h;
Temperatura:25.0;
mauzoleum w Dankowie
Sobota, 21 sierpnia 2010 | Komentarze 7
Niedawno, buszując po przepastnych zasobach Wielkiego Internetu, znalazłem informację, iż w Dankowie, przez który przejeżdżam dość często, jest jakiś stary rozpadający się kościółek. Wielce mnie to zaintrygowało, bo od pewnego czasu szukam jakiegoś ciekawego miejsca do schowania geocache.
Zwołałem więc liczną ekipę towarzyszącą, w postaci Sławka, i podeptaliśmy raźno w poszukiwaniu ruin.
Pogoda zacna, wiaterek nie za duży, tak więc do Dankowa dojechaliśmy dość szybko. Od razu przystąpiliśmy do zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań. To gdzie ów kościółek jest wiedziałem mniej więcej. Znaczy bardziej mniej niż więcej. Wczoraj trafiłem na zdjęcia tych ruin na Panoramio i miałem tylko nadzieję, że zdjęcia zostały w miarę dobrze umiejscowione na mapie.
Wątpliwości się zrodziły, gdy wpatrując się w gps, podniosłem wzrok i zauważyłem, że już dawno minęliśmy zabudowania Dankowa i jedziemy w zasadzie lasem na Strzelce Krajeńskie.
Kurcze ... jak to ... przecież nikt nie budował kościółków w lesie. No chyba, że to pozostałość po jakiejś dawno zapomnianej, ceniącej anonimowość, religii, gdzie kulminacyjnym punktem mszy było składanie w ofierze dziewic. Oczywiście po uprzednim uwolnieniu ich od brzemienia dziewictwa. Taka religia, z powodu nieuchronnego deficytu kluczowych dla obrządków niewiast, pewnie szybko by upadła.
Jednak prawdopodobieństwo, że gdzieś w tym ciemnym lesie, są jakieś neogotyckie ruiny domu publicznego były znikome.
Nie wierząc za bardzo w powodzenie, skręciliśmy w pierwszą lepszą leśną drogę z postanowieniem dokładnego przeczesania terenu. Mina mi nieco zrzedła, bo droga którą jechaliśmy prowadziła przez najzwyczajniejszy gęsty las. Nic nie zapowiadało ruin. Czegokolwiek.
Lecz nagle, niespodziewanie i nader zaskakująco naszym oczom ukazało się to:





Na kościółek to nie wyglądało. Bliższe oględziny wykazały, iż jest to mauzoleum.
Po powrocie do domu przeczesałem googla w poszukiwaniu informacji cóż to jest. Otóż jest to mauzoleum rodziny von Brand, która mieszkała w okolicy do drugiej wojny światowej. Podczas wojny Niemcy zostali wysiedleni, pałacyk rodziny von Brand został doszczętnie zniszczony przez Rosjan, a jedyną pozostałością po mieszkających w wiosce Niemcach jest właśnie to mauzoleum oraz zarośnięty i zapomniany cmentarz. Na cmentarz tam się nie natknąłem, ale jadąc następnym razem poszukam go. Podejrzewam, że gdzieś tam w pobliżu jest.
Miejsce na geocache znalazłem tuż obok mauzoleum. Muszę przygotować tylko skrzyneczkę i ją tam ukryć.
Miejsce jest na tyle ciekawe, że chyba warto tam schować geocache. Może dzięki temu ktoś trafi na to zapomniane miejsce.
.
Zwołałem więc liczną ekipę towarzyszącą, w postaci Sławka, i podeptaliśmy raźno w poszukiwaniu ruin.
Pogoda zacna, wiaterek nie za duży, tak więc do Dankowa dojechaliśmy dość szybko. Od razu przystąpiliśmy do zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań. To gdzie ów kościółek jest wiedziałem mniej więcej. Znaczy bardziej mniej niż więcej. Wczoraj trafiłem na zdjęcia tych ruin na Panoramio i miałem tylko nadzieję, że zdjęcia zostały w miarę dobrze umiejscowione na mapie.
Wątpliwości się zrodziły, gdy wpatrując się w gps, podniosłem wzrok i zauważyłem, że już dawno minęliśmy zabudowania Dankowa i jedziemy w zasadzie lasem na Strzelce Krajeńskie.
Kurcze ... jak to ... przecież nikt nie budował kościółków w lesie. No chyba, że to pozostałość po jakiejś dawno zapomnianej, ceniącej anonimowość, religii, gdzie kulminacyjnym punktem mszy było składanie w ofierze dziewic. Oczywiście po uprzednim uwolnieniu ich od brzemienia dziewictwa. Taka religia, z powodu nieuchronnego deficytu kluczowych dla obrządków niewiast, pewnie szybko by upadła.
Jednak prawdopodobieństwo, że gdzieś w tym ciemnym lesie, są jakieś neogotyckie ruiny domu publicznego były znikome.
Nie wierząc za bardzo w powodzenie, skręciliśmy w pierwszą lepszą leśną drogę z postanowieniem dokładnego przeczesania terenu. Mina mi nieco zrzedła, bo droga którą jechaliśmy prowadziła przez najzwyczajniejszy gęsty las. Nic nie zapowiadało ruin. Czegokolwiek.
Lecz nagle, niespodziewanie i nader zaskakująco naszym oczom ukazało się to:

Mauzoleum rodziny von Brand© donremigio

Mauzoleum rodziny von Brand© donremigio

Mauzoleum rodziny von Brand© donremigio

Mauzoleum rodziny von Brand© donremigio

Mauzoleum rodziny von Brand© donremigio
Na kościółek to nie wyglądało. Bliższe oględziny wykazały, iż jest to mauzoleum.
Po powrocie do domu przeczesałem googla w poszukiwaniu informacji cóż to jest. Otóż jest to mauzoleum rodziny von Brand, która mieszkała w okolicy do drugiej wojny światowej. Podczas wojny Niemcy zostali wysiedleni, pałacyk rodziny von Brand został doszczętnie zniszczony przez Rosjan, a jedyną pozostałością po mieszkających w wiosce Niemcach jest właśnie to mauzoleum oraz zarośnięty i zapomniany cmentarz. Na cmentarz tam się nie natknąłem, ale jadąc następnym razem poszukam go. Podejrzewam, że gdzieś tam w pobliżu jest.
Miejsce na geocache znalazłem tuż obok mauzoleum. Muszę przygotować tylko skrzyneczkę i ją tam ukryć.
Miejsce jest na tyle ciekawe, że chyba warto tam schować geocache. Może dzięki temu ktoś trafi na to zapomniane miejsce.
.
Kategoria Fotorelacja, Geocaching, Wokół Gorzowa
Statystyki:
Odległość: 47.00 km;
Czas: 01:48 h
Średnia: 26.11 km/h;
Temperatura:23.0;
Czas: 01:48 h
Średnia: 26.11 km/h;
Temperatura:23.0;
trochę tu, trochę tam
Czwartek, 19 sierpnia 2010 | Komentarze 2
Trasa standardowa. Nieco jazdy po ścieżce rowerowej, nieco walki z tirami, jak również co nieco śmigania po lesie. Wszystkiego po trochu.
Na postoju moją oponę upodobała sobie jakaś ważka.

Wylegująca się na oponie ważka© donremigio
Kościół w Różankach. Porażająco piękny to on nie jest.

Kościółek w Różankach© donremigio
Przy kościele jest jakaś zbiorowa mogiła. Niemców jak mniemam.

Zbiorowa mogiła - Różanki© donremigio
Widok na moje stanowisko kierownicze. Tłok mam tam niezły, ale za to sporo opcji uchwytowych :)

Zaawansowany manipulator kierunkowy© donremigio
Kategoria Fotorelacja, Wokół Gorzowa
Statystyki:
Odległość: 35.00 km;
Czas: 01:17 h
Średnia: 27.27 km/h;
Temperatura:25.0;
Czas: 01:17 h
Średnia: 27.27 km/h;
Temperatura:25.0;
szarpiąc korbą
Niedziela, 15 sierpnia 2010 | Komentarze 4
Ze Sławkiem poszarpaliśmy dzisiaj nieco korbami.
W lesie okrutna duchota. Dosłownie nie ma czym oddychać. Ostatni tydzień pada i pada. Dzisiaj wyszło na chwilę słońce i jadąc lasem człowiek męczy się niesamowicie. Powietrze chwytałem jak ryba wyciągnięta na powierzchnię.
Mordy nam się uśmiechnęły jak dojrzeliśmy tablicę w Lipach.

Wreszcie wyremontują drogę. Obecnie momentami trzeba czasem jechać lewą stroną jezdni, bo druga jest w takim stanie, że po dłuższej jeździe wszystkie śrubki w rowerze się odkręcają ;)
W lesie okrutna duchota. Dosłownie nie ma czym oddychać. Ostatni tydzień pada i pada. Dzisiaj wyszło na chwilę słońce i jadąc lasem człowiek męczy się niesamowicie. Powietrze chwytałem jak ryba wyciągnięta na powierzchnię.
Mordy nam się uśmiechnęły jak dojrzeliśmy tablicę w Lipach.

Remont drogi Łośno - Lipy© donremigio
Wreszcie wyremontują drogę. Obecnie momentami trzeba czasem jechać lewą stroną jezdni, bo druga jest w takim stanie, że po dłuższej jeździe wszystkie śrubki w rowerze się odkręcają ;)
Kategoria Fotorelacja
Statystyki:
Odległość: 32.00 km;
Czas: 01:25 h
Średnia: 22.59 km/h;
Temperatura:28.0;
Czas: 01:25 h
Średnia: 22.59 km/h;
Temperatura:28.0;
po lesie
Piątek, 6 sierpnia 2010 | Komentarze 0
Wycieczkę rozpocząłem od sprawdzenia na balkonie sytuacji hydro-opadowej. Parę chmurek sobie frywolnie latało, ale raczej nic nie zapowiadało deszczu.
Na balkonie dojrzałem też parę pająków. Jeden wylegiwał się na ścianie, a drugi dyndał na pajęczynie.
Sama wycieczka to takie tam deptanie po lesie w poszukiwaniu drzew i kwiatków.




Na balkonie dojrzałem też parę pająków. Jeden wylegiwał się na ścianie, a drugi dyndał na pajęczynie.
Sama wycieczka to takie tam deptanie po lesie w poszukiwaniu drzew i kwiatków.

Pająk rasa nieznana© donremigio

Pająk rasy nieznanej, wylegujący się na ścianie© donremigio

Pająk rasa nieznana© donremigio

A taki sobie kwiatek© donremigio
Kategoria Wokół Gorzowa, Fotorelacja